Miał to być projekt „na spokojnie” bez ciśnienia bo miałem czym jeździć więc tradycyjnie zacząłem od rozkodowania numerów i wszelkich oznaczeń. Pierwsze zaskoczenie to brak daty na łączniku pod siodłem. Był numer ale to nie miało nic wspólnego z datownikiem. Drugie zaskoczenie to numer ramy pasujący do zupełnie innego rocznika niż podany w dowodzie rejestracyjnym. Pismo z archiwum Audi potwierdziło moje przypuszczenia – rama i korpus silnika są z 1934 roku. A co z resztą? Dramat! Nic nie pasowało do rocznika 1934! Ale na spokojnie, nie poddajemy się. Poszukiwania części, zakupy, wymiany trwały jakieś 3 lata, do momentu kiedy udało się skompletować zestaw części które mogłem złożyć w tzw. „brudny montaż” (jak się okazało pierwszy z kilku kolejnych) i spojrzeć nareszcie na motocykl który z grubsza przypominał model z roku 1934. Przy okazji całej tej kompletacji udało się zdobyć elementy ręcznej zmiany biegów, która nie jest zbyt popularna w serii „dużych OS” ze względu na zastosowanie nożnego zmieniacza od początku wprowadzenia na rynek. I nareszcie mogłem poczuć się posiadaczem NSU 351 OS z 1934 roku. Podczas kompletacji oczywiście poszerzałem swoją wiedzę na temat tego konkretnego modelu i okazało się, że to jest wersja po pierwszych większych modyfikacjach w stosunku do początkowych 351 z lat 1932-1933. Kolejnym spostrzeżeniem było to, że 351 i 501 z pierwszych lat produkcji to niejako dwa różne motocykle, a nie tylko mniejsze i większe silniki.
Rocznik 1934 jest o tyle ciekawy że to właśnie w tym roku „duże” OS dostały czterobiegową skrzynię. Model 501 jako pierwszy, a w drugiej połowie roku „czwórka” trafiła także do 350-tek. Numer ramy mojego motocykla wskazywał jednak na serię z jeszcze trzybiegową skrzynią. Nie ukrywam, że zdawałem sobie sprawę z trudności w pozyskaniu części z dokładnie tego rocznika, ale udało się. Można powiedzieć że obecnie motocykl jest odbudowany w konfiguracji w jakiej te modele opuszczały fabrykę. Nie obyło się bez wykorzystania współczesnych kopii, chociażby w postaci osłon łańcucha napędowego lub układu wydechowego ale one też spełniają kryteria wyglądu z tego roku produkcji. Jak rozpoznać na pierwszy rzut oka model z roku 1934-go? Na pewno bardzo charakterystyczne są zbiorniki paliwa i oleju z „angielskimi” klapkowymi korkami, do tego przednia lampa Bosch ES 150 (tzw. „stożek”) i prędkościomierz zamontowany bezpośrednio na przednim zawieszeniu. Przy bardziej wnikliwej obserwacji można zwrócić uwagę na tylne koło w którym piasta jest wykonana w całości razem z bębnem hamulcowym. Oczywiście zawory na żeliwnej głowicy nie są osłonięte ale sprężyny są jeszcze spiralne. Rok 1934 był też pierwszym w którym zastosowano szczelną aluminiową osłonę sprzęgła. Od tej pory łańcuch sprzęgłowy i napędu prądnicy pracowały w bardziej komfortowych warunkach, a z układu olejenia pozbyto się kapilar do oliwienia łańcuchów.
Kompletacja i remont trwały 5 lat. Czy to długo? Jeśli poszedłbym na skróty i złożył motocykl z łatwo dostępnych części, bez oglądania się na przynależność rocznikową - to wszystko trwało by zdecydowanie krócej i było by taniej. Ale czy w tej zabawie chodzi o to żeby było szybko i byle jak? Moje podejście jest takie żeby sprzęt był jak najbardziej zbliżony do oryginału i specyfikacji katalogowej dla danego rocznika/okresu produkcji/zakresu numerowego. Tylko w ten sposób pojazd poza wartością samą w sobie ma jeszcze jakąś wartość historyczną.
Obecnie motocykl ma jeden sezon w pełni zaliczony. Przez ten pierwszy sezon przejechał ponad 2500 km. Można powiedzieć, że bezawaryjnie. Na początku ciągłe poprawki ustawień w celu jak najlepszego wykorzystania potencjału 350-tki. W porównaniu do NSU 251 OSL, czuć poprawę właściwości trakcyjnych. Motocykl jest cięższy, przez co stabilniejszy w prowadzeniu na drodze i dysponuje lepszą dynamiką niż 250-tka. Komfortowe prędkości podróżne są na podobnym poziomie tyle że w większym modelu czuć jeszcze delikatny zapas prędkości. W porównaniu z późniejszymi seriami 351 OSL z aluminiową głowicą i czterobiegową skrzynią mój motocykl ma inną charakterystykę. Silnik daje wrażenie bardziej elastycznego niż w „aluminiakach” ale czasem brakuje biegu między dwójką i trójką. Przed nami kolejne sezony i kolejne kilometry, coś tam jeszcze trzeba poprawić i dopieścić, ale to już kosmetyka. I to jest przygoda która ciągle trwa!
![]() |
![]() |


