Premiery motocykli
Prezentacje godnych uwagi odrestaurowanych bądź oryginalnie zachowanych egzemplarzy motocykli NSU.
- Szczegóły
- Kategoria: Premiery motocykli
- Przez Radek
- Nadrzędna kategoria: Warsztat
- Odsłon: 210
Tak się złożyło, że na jak początku XXI w. dojrzałem do posiadania przedwojennego motocykla. Trafił się motocykl NSU 251 OSL z 1939 r., którego w częściach zakupiłem po sprzedaży Junaka M10 z wózkiem W03A i całą przyczepką części. Kilka lat odbudowy i mogłem cieszyć się z jeżdżącej „ćwiartki”, która uświadomiła mi jak ciekawe konstrukcyjnie są motocykle NSU. Połączenie „angielskiego charakteru” z niemieckim wykonaniem dało bardzo sprawny (jak na niecałe 250 ccm) pojazd. Oczywiście podczas kompletacji i renowacji oraz eksploatacji 250-tki, pogłębiałem wiedzę o historii marki i modelach produkowanych w fabryce mieszczącej się w Neckarsulm. Większe modele coraz bardziej rozpalały wyobraźnię. Co by było gdyby spróbować się zmierzyć z „dużym OSL”? No i stało się. W grudniu 2019 roku nabyłem szczątki - NSU 351 OSL z 1936 r. Szczątki bo to co przywiozłem do domu raczej nie dało się nazwać motocyklem do remontu. Ale części było dużo. Tyle że "pomieszanie z poplątaniem" - części z różnych roczników zebrane w hałdę klamotów z których ktoś chciał zbudować motocykl. W zestawie były też dokumenty zgodne numerycznie z ramą i silnikiem.
- Szczegóły
- Kategoria: Premiery motocykli
- Przez Radek
- Nadrzędna kategoria: Warsztat
- Odsłon: 595
Jakiś czas temu trafił do mnie do remontu motocykl NSU 351 zakupiony na Litwie, przez kolegę Krzysztofa. Prosto z zagranicy przywiózł go do mnie z poleceniem przywrócenia tej „agrafki” do życia. Z opisu telefonicznego miał być to motocykl z 1937 roku, trochę niekompletny. OK, przyjechał to trzeba będzie ogarnąć.
Ogarnianie jak zwykle zacząłem od oględzin i określenia czego brak a co nie jest z danego rocznika? Z wierzchu całkiem niezła kompletność (błotniki, zbiorniki, zawieszenie i koła, a nawet lampa w oryginale). Mechanika jak to określił sprzedający - „jak widać” ale podobno nie można było odkręcić pokrywy sprzęgła to nikt nie zajrzał do środka, nie mówiąc o przekopaniu bo startera nie było i skrzynia „zablokowana”. Trochę się zdziwiłem jak okazało się, że śruby (raptem 3 szt.) same wyszły z gniazd, ale po otwarciu wyszło na jaw dlaczego „nie dało się” jej zdjąć. Korpus bez wału, zamiast zaworów atrapy trzonków, w skrzyni brak części zębatek i jednego wałka. No cóż oszustwo wyszło na jaw, ale nie zmieniło to decyzji właściciela o odbudowie maszyny.
- Szczegóły
- Kategoria: Premiery motocykli
- Przez Spiker
- Nadrzędna kategoria: Warsztat
- Odsłon: 1014
Jacek z mińskiego "Magnet-u" od dawna kolekcjonuje motocykle NSU, które są dla niego odskocznią od szybszej jazdy nieco młodszymi motocyklami. Tym razem zaprezentował świeżo ukończony projekt 251 OS WH. Poprzednio restaurował już inny egzemplarz tego samego modelu, lecz będącego "z jednego kawałka", co było znacznym ułatwieniem. Tym razem podjął się bardziej wymagającej odbudowy mniej kompletnej sztuki "wojskowej ćwiartki" z 1941 roku. Nie obyło się więc od zakupienia replik niektórych części, np. błotników. Jak to bywa z replikami sporo czasu zajęło ich spasowanie z resztą motocykla. Gaźnik był zregenerowany w znanym "enesowym" warsztacie z Lublina, więc nie ma problemu z wolnymi obrotami czy regulacją (cytując Jacka: "chodzi jak złoto"). Motocykl reprezentuje wojenną serię, jeszcze z aluminiowaymi obudowami zespołu napędowego i typową lampą Boscha ze zintegrowaną stacyjką, ale już z siedzeniem wahliwym (popularna "katapulta"). Malowanie odzwierciedla jednak nieco późniejszy standard a więc piaskowy kolor określany jako Dunkelgelb (obowiązujący od 1943 a według niektórych źródeł nawet od 1942 roku). Nie ma tu żadnej pomyłki, bo pojazdy z wcześniejszych roczników były w czasie wojny sukcesywnie przemalowywane na nową kolorystykę, jeśli tylko przetrwały frontowe warunki oczywiście.
- Szczegóły
- Kategoria: Premiery motocykli
- Przez Spiker
- Nadrzędna kategoria: Warsztat
- Odsłon: 3933
Był koniec grudnia 2013 roku, gdy zadzwonił kolega Andrzej z prośbą o oglądnięcie jakiegoś motocykla NSU, którego remontu miał się właśnie podjąć. Gdy przyjechałem minę miał dosyć niewyraźną, pomimo, że wcześniej remontował już przecież model 251 OSL i znał poziom wyzwania. Tym razem baza nie wyglądała najgorzej, bo był to raczej typowy "strychowiec" i to w dodatku w jednym kawałku. Nie był to "zastany zardzewiałek" czy "sterta części w kartonie" jak często bywa. Rozpoznałem model 351 OSL z 1936-go roku, z oryginalnymi numerami, tabliczką znamionową i oznaczeniami daty produkcji na ramie, o dość zgodnej konfiguracji rocznikowej i niezłej kompletności. Widać było kilka ciekawych "smaczków" takich jak resztki oryginalnych szparunków zbiornika paliwa, których nie omieszkałem zwymiarować i obfotografować. Największym potencjalnym problemem był pogięty w jakimś wypadku i nieudolnie prostowany widelec przedniego zawieszenia i jak się później okazało także skrzywiona przednia część ramy. Z grubszych braków - nieoryginalne były koła i błotniki. Głowica posiadała sprężyny śrubowe zamiast oryginalnych dla tego rocznika agrafkowych, prądnica była z większej 500-tki, a gaźnik z Zundappa. Ogólnie trochę braków, ale stosunkowo łatwych do uzupełnienia - jeśli tylko właściciel będzie chciał wyłożyć odpowiednią kwotę. Do tego było w tym zestawie trochę typowego "enesowego" miksu rocznikowego i modelowego. Mogłem więc uspokoić Andrzeja, że powienien dać radę. Motocykl dotarł do jego warsztatu z kilkoma krajowymi replikami cześci, takimi jak błotniki i elementy układu wydechowego. Po tej inwentaryzacji zapadła decyzja o rozpoczęciu prac ...
- Szczegóły
- Kategoria: Premiery motocykli
- Przez Spiker
- Nadrzędna kategoria: Warsztat
- Odsłon: 3834
Nic tak nie cieszy jak kolejny motocykl NSU przywrócony ze sterty podniszczonych niekompletnych podzespołów do stanu jezdnego. Tym razem ta sztuka udała sie koledze Andrzejowi Kawie z Rzeszowa, który właśnie ukończył prace przy swoim 501T z przełomu 1927/28. Niedawno miałem okazję podziwiać ten motocykl podczas jednej z pierwszych przejażdżek po zarejestrowaniu. Prace trwały około 5 lat, a było co robić bo motocykl został zakupiony w USA (!) w mocno niekompletnym stanie (bez kół, zbiornika paliwa i wielu innych elementów). Andrzej zdobywał żmudnie brakujące części i podzespoły, np. na Veteramie w Mannheim czy krajowych bazarach (koła, zbiornik paliwa, gaźnik, osprzęt kierownicy, korek zbiornika paliwa), a co tylko się dało ratował z tego co miał (szczątki bagażnika, skrócona kierownica, itp.) w ten sposób uzyskując finalnie wysoki stopień oryginalności. Tylko nieliczne drobne elementy musiały byc dorobione na podstawie użyczonych wzorów czy rysunków. Trzeba podkreślić, że większośc prac była wykonywana wlasnoręcznie z maksymalnie możliwą precyzją, bez pośpiechu. Sporym wyzwaniem był szlif ślepego cylindra - nie każdy szlifierz ma obecnie odpowiednie maszyny. Udało siię zdobyć (podobno) oryginalne i nieużywane opony fartuchowe. Założeniem było nie odnawianie na siłę oryginalnych powłok galwanicznych, jeśli tylko uchowały się przynajmniej fragmentarycznie. Na pozostałych częściach zostały położone powłoki jak najbardziej zbliżone wizualne do tych oryginalnych (satynowy nikiel). Wizją Andrzeja było położenie matowo-satynowych powłok lakierniczych oddających klimat "starego sprzętu" a przy okazji lepiej maskujących ewentualne niedoskonałości nadgryzionych czasem powierzchni (z załozenia wżery po korozji nie były szpachlowane). Dla wielu to pewnie kontrowersyjne, ale trzeba przynać, że powstała pewna wizualna spójność satynowych powłok galwanicznych i lakierniczych oraz nie restaurowanych lekko skorodowanych drobiazgów. Loga na zbiorniku i kocówce błotnika są malowane.